czwartek, 21 kwietnia 2016

Kampania Sanex ze Streetcom

W ostatnim czasie testuję produkty Sanex. Jest to kampania zorganizowana przez Streetcom. W paczce Ambasadorskiej znalazłam 12 żeli pod prysznic Sanex Pro-Hydrate:




Opis producenta: Opracowany specjalnie dla skóry bardzo suchej. Zatwierdzona przez dermatologów formuła zawiera naturalne składniki nawilżające, które pomagają przywrócić właściwy poziom nawilżenia skóry.
Cena: 9,99 zł za 250 ml
Moja opinia: Żel znajduje się w plastikowej butelce z zamknięciem na zatrzask. Butelka nie jest przezroczysta, zatem nie widać, ile produktu już ubyło. Ma za to wyprofilowany kształt, więc dobrze leży w dłoni i nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk. Jest poręczna i bardzo wygodna w użyciu. Żel ma biały kolor i konsystencję, która nie jest ani zbyt gęsta ani też zbyt rzadka. Zapach bardzo ładny, lekko kwiatowy, subtelny, podoba mi się, choć na skórze długo się nie utrzymuje. Żel pieni się delikatnie, dobrze oczyszcza skórę, pielęgnuje ją i przede wszystkim nawilża bardzo solidnie. Skóra staje się miękka, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Po jego zastosowaniu nie muszę używać już balsamu do ciała. dodatkowo produkt jest wydajny.
 12 antyperspirantów w kulce Sanex 7w 1 Protection Efficacy + Care



Opis producenta: Sanex- kompletna ochrona- 7 korzyści:
-skuteczna 48 godzinna ochrona przed potem i nieprzyjemnym zapachem
-ochrona przed białymi i żółtymi plamami
-uczucie świeżości
-nie zaburza pH skóry
-dba o dobrą kondycje skóry
-nie wywołuje podrażnień
-szanuje florę bakteryjną skóry.
Cena: 10,99 za 50 ml
Moja opinia: Opakowanie jest bardzo praktyczne i wygodne w użyciu. Produkt jest skierowany kulką do dołu, więc mam pewność, że zużyję go do ostatniej kropelki. Ma lekko biały kolor i bardzo przyjemny, kwiatowy zapach, który podobnie, jak w przypadku żelu jest bardzo delikatny i subtelny. Antyperspirant szybko się wchłania, nie pozostawiając śladów na ubraniach. Jest bardzo łagodny dla skóry, pielęgnuje ją, nie podrażnia, zapobiega swędzeniu, pieczeniu i można go stosować nawet tuż po depilacji. Jest tez bardzo skuteczny w ochronie przed potem- przez wiele godzin skutecznie zapobiega poceniu, plamom i przykremu zapachowi , zapewniając poczucie czystości i świeżości. Ja jest bardzo zadowolona i szczerze polecam :)
oraz 100 ulotek ze zniżką -40 % na wszystkie produkty Sanex do drogerii Rossmann w dniach 21.05-09.06.2016 r.
A Wy, używałyście już produktów Sanex? Jakie są Wasze wrażenia na ich temat ?


wtorek, 12 kwietnia 2016

Magiczne perełki Perlux

Witam serdecznie .Ostatnio zostałam Ekspertką Perlux w akcji organizowanej na fb Z miłości do czystości .

Zawartość paczki była imponująca- opakowanie pereł Perlux White dla mnie oraz 10 saszetek z dwiema kapsułkami w każdej, do rozdania dla znajomych Dodatkowo otrzymałam jeszcze saszetkę płynu do płukania Perlux Lovely Moment:
Przyjrzyjmy się bliżej tym kapsułkom :
Opakowanie zawiera 24 perły piorące Perlux White.
Opis producenta: Perlux Super Compact to innowacyjne, super skoncentrowane perły piorące. Połączenie najlepszych cech proszku i żelu w technologii hybrydowej to gwar nacja skuteczności i wygodny.
Skuteczny-siła proszku i szybkość żelu
Inteligentne opakowanie- rozpuszczalna w wodzie folia wspomaga proces prania.
Oszczędny- jedna mała perła piorąca zawiera proszek z systemem odplamiania, żel i odkamieniacz
Bezpieczny-brak bezpośredniego konatku z detergentem
Łatwy w dozowaniu-perła piorąca gotowa do użycia.

Byłam bardzo zaskoczona wyglądem kapsułki, do tej pory stosowałam tylko żelowe a tutaj perełka jest dwukomorowa i zawiera w sobie i proszek i żel.
Opakowanie jest bardzo solidne, z zamknięciem na zatrzask. Zajmuje niewiele miejsca w łazience.  Zaraz po otwarciu wyczuwa się bardzo ładny, intensywny i świeży zapach. Perła jest bardzo wygodna w użyciu, wrzucamy ja do bębna, wrzucamy ubrania, włączymy pralkę i gotowe. Nie musimy już odmierzać proszku/ żelu i mamy pewność, że nasza łazienka pozostanie czysta, bez obaw o rozlany żel czy rozsypany proszek. W zupełności wystarcza jedna perełka by uzyskać czyste pranie. Perełka ta świetnie radzi sobie z plamami i jest o wiele bardziej skuteczna niż kapsułki żelowe dotychczas przeze mnie stosowane. A wszystko to bez dodatkowego użycia odplamiacza. Ubrania są miękkie, lśniące, świeże i idealnie czyste. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona tymi perłami wiem, że zostaną ze mną na stałe .
Chciałabym wspomnieć jeszcze kilka słów o płynie do płukania Perlux Lovely Moment. Jestem pod jego wielkim wrażeniem. Jest niedrogi, a jakościowo nie odbiega w ogóle od tych z wyższej półki. Zapach ma przepiękny, jakby perfumowany. Pachnie nim całe mieszkanie i co najważniejsze zapach ten przez długi czas utrzymuje się na ubraniach. Nie wietrzeje zaraz po tym, jak ubrania wyschną.  Jest genialny i serdecznie polecam. Płyn razem z perełkami to duet idealny, który sprawdzi się w każdej łazience :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Smutny post

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Długo mnie tu nie było, pewnie niektórzy zdążyli już o mnie zapomnieć. Dziś napiszę długi post, mam nadzieję, że choć garstka z Was go przeczyta, aby uchronić się przed tym, co ja przeszłam. Z tą myślą zmobilizowałam się, aby Wam go napisać, z myślą o ludziach, którzy tak, jak ja,  bardzo kochają swoje pieski. Ja swojemu już nie pomogę, ale może uda mi się pomóc Wam i Waszym kochanym pupilom. Dziś mija dokładnie miesiąc, jak mój Kochany Reksio odszedł za Tęczowy Most. Może jeszcze byłby z nami, gdyby nie lekceważenie i błędy weterynarzy. Może gdybym ja wcześniej zmieniła lecznicę, to wszystko by się nie stało.....




Na początku roku pojawił się objaw, który zlekceważyliśmy, bo nie sądziliśmy, że może on świadczyć o  ciężkiej chorobie. A mianowicie WZMOŻONE PRAGNIENIE i sikanie przez długi czas w jednym miejscu. Sądziliśmy, że więcej pije, bo w sezonie grzewczym jest mu bardziej gorąco, a sika w jednym miejscu, ze względu już na swój wiek- 15 lat. Kolejnym objawem było CZĘSTE ODCHRZĄKIWANIE. Weterynarze również zwalili to na Jego wiek.  A to był objaw początków niewydolności serca. Coraz częściej też miał tendencję do BIEGUNEK, ZAPARĆ i WYMIOTÓW ŻÓŁCIĄ. To oczywiście też było przez weterynarzy powiązane ze starością, bo już trawienie nie takie. Czasami zdarzał mu się też SZTYWNY CHÓD, tak jakby sztywniał mu cały tył.W połowie kwietnia miał momenty, kiedy stawał się SMUTNY i ZAMYŚLONY. Myśleliśmy, że to też spowodowane jest jego wiekiem.  MĘCZYŁ się na spacerach, a nasza dotychczasowa trasa była dla niego za długa. Zrobił się WYBREDNY w jedzeniu, choć zawsze był żarłoczkiem. Weterynarze orzekli, że jest to spowodowane zmianami reumatycznymi i przez tydzień przyjmował RIMADYL. Przed tą trucizną przestrzegam Was mocno! A dlaczego, dowiecie się dalej.  Pierwszego dnia podawania leku strasznie spinał brzuszek, widać, że go bardzo bolał. Weterynarz stwierdził, że to skutek tabletki na robaki, którą tego dnia też dostał.  Już następnego dnia kuracji piesek odżył, apetyt mu wrócił, biegał i bawił się, jak szczeniak. Myśleliśmy, że już wszystko będzie dobrze..... Niestety dzień po zakończeniu kuracji rimadylem, w nocy, wysiadły tylne łapki. Ale rano było już wszystko w porządku, tylko znów pojawiła się wybredność w jedzeniu. Następnego dnia (środa) rano znów pojechaliśmy na lecznicę. Weterynarz zalecił podawanie riamdylu przez kolejny tydzień, bo poprzednia kuracja trwała zbyt krótko. Niestety,  w ciągu dnia Reksio PRZESTAŁ JEŚĆ..Czwartek- znów wizyta na lecznicy- stwierdzili, że brak apetytu spowodowany jest infekcją przewodu pokarmowego, dostał kolejne leki i zastrzyki. Miało pomóc. Kolejny dzień- piątek- piesek nadal nie je. Jedziemy znów na lecznicę. Weterynarze zdziwieni, "jak to, nadal nie je?" . Po ogólnych oględzinach stwierdzili, że ma "nerkowy zapach z pyszczka", trzeba zrobić koniecznie badania krwi, ale to dopiero(!!!!) w poniedziałek, bo w weekend prywatne laboratorium jest nieczynne. Następnego dnia kazali pokazać się z pieskiem. W nocy Reksio dużo pił, ale wysikał tylko kilka kropel- obawiałam się najgorszego, że wysiadły nerki. Z samego rana jedziemy od razu na lecznicę. Kiedy powiedziałam, że praktycznie  nie sika, to dali mu zastrzyku moczopędny, "bo to nie ma co, ale z badaniem krwi czekamy do poniedziałku. Usg nie ma sensu robić, bo nic nie wykaże". Ale dzięki znajomościom taty, udało nam się jeszcze tego samego dnia zrobić badania krwi. Ubłagał przyszpitalne laboratorium. Po 4 godzinach miałam wyniki, dzwonię na lecznicę- mocznik przekroczony 7-krotnie, kreatynina- przekroczona o tyle samo. Diagnoza- PRZEWLEKŁA NIEWYDOLNOŚĆ NEREK, MOCZNICA. Niestety," nie mogą nam pomóc, bo lecznica już nieczynna, proszę przyjechać jutro o 10 rano,może coś się jeszcze uda zrobić". I przyznali się, że Rimadyl nasilił i przyspieszył chorobę, bo bardzo negatywnie działa na nerki. I tu moje pytanie, jak mogli podać lek o tak silnych skutkach ubocznych, bez wcześniejszych badań krwi?! Dlaczego nie zostałam o tym wszystkim wcześniej poinformowana, nigdy nie zgodziłabym się na podanie tego leku! Kochani, nie dawajcie swojemu psu Rimadylu, jeśli nie będziecie mieli zrobionych badań i jeśli nie będziecie pewni, że pies może go przyjmować. Kolejna rzecz- jak weterynarz, którego misją jest nieść pomoc zwierzętom, mógł zostawić psa w tak ciężkim stanie bez jakiejkolwiek pomocy na prawie dobę? To jest karygodne! Z tej lecznicy korzystałam 15 lat- nigdy się nie zawiodłam, aż do teraz. Przez całą noc stan pogarszał się, piesek popiskiwał z bólu.  Dopiero w niedzielę rano dostaliśmy namiar na inną lecznicę. Od razu tam pojechaliśmy. Pani przejrzała wyniki badań i od razu podała kroplówki i środki moczopędne, które miały wypłukać mocznik i kreatyninę, pod warunkiem, że piesek zacznie sikać. Bez wahania stwierdziła, że gdyby piesek dostał kroplówki w piątek, kiedy jeszcze nerki pracowały, ale już wyczuwalny był mocznik z pyszczka, to nerki nie stanęłyby i piesek nie byłby w tak ciężkim stanie.  Kroplówki dostawał rano i wieczorem na lecznicy, w ciągu dnia ja też je podwalam w domu. Całą niedzielę mimo podawania kroplówek, Reksio już nie sikał. Oprócz tego, że nie jadł, przestał też pić. Wieczorem jesteśmy znów na lecznicy. Kolejna porcja kroplówek i stwierdzenie pani weterynarz- "jeśli piesek nie wysika się w nocy, to niestety, trzeba będzie go uśpić". Zapłakani wróciliśmy do domu. Ale w nocy sprawił nam tyle radości- w końcu się wysikał, w poniedziałek rano-kolejny raz. Jedziemy na kolejną wizytę- jest nadzieja, nerki ruszyły, piesek walczy. Pełni wiary wracamy do domu, karmimy pieska strzykawką, podajemy wodę i kroplówki. Niestety, cały dzień znów nie sika. Wieczorem znów jesteśmy na lecznicy- kolejne leki i kroplówki. W nocy znów sika dwa razy, ale zaczyna dziać się coś niepokojącego- kręci się w kółko z obłędem w oczach, przystaje, znów się kręci i tak przez kilka godzin. Rano  jedziemy na lecznicę weterynarz nie daje nam już dużych nadziei, ale kontynuuje leczenie. W ciągu dnia znów dwa razy się wysikał, nawet zareagował, jak przyjechała moja siostra, choć ogonkiem nie miał już siły machać.Pojawiła się iskierka nadziei. Pod wieczór zaczął słabnąć, wysiadały tylne łapki. Jedziemy na lecznicę, dostaje małą dawkę leków na stawy i kolejne kroplówki. W nocy nie może już chodzić, wynosimy go na dwór, pęcherz jest pełny, ale ze względu na to, że nie mógł stanąć na tylnych łapakach wolał trzymać, niż się wysikać. Mimo, że przytrzymywałam mu tył, nie chciał zrobić nawet jednego kroku. Zaczął drzeć. Dogrzewaliśmy go kocami i termoforem. Rano znów pojawiła się nadzieja, udało mu się stanąć na tylnych łapkach i mimo, że chodził, jak pijany, wysikał się. Jedziemy na kolejne dawki leków. Po powrocie- sika praktycznie co pół godziny- wielka radość. Po południu znów wysiadły tylne łapki ,przestał sikać. Wieczorem  jesteśmy na lecznicy- temperatura spada, mocznik atakuje stawy, trzeba pomyśleć o tej ostatecznej decyzji. Dostał ostatnią dawkę leków. Wracamy do domu. Wynoszę Reksia na dwór, przytrzymuję mu tył, ale nie chce zrobić kroku, nie sika. Po kilku godzinach znów jesteśmy na dworze, trzymam go za tylne łapki. Nagle zaczyna iść do przodu, prowadzi mnie przed dom, w swoje ulubione miejsca. W każdym z nich przystaje i przez dłuższą chwilę się zamyśla. Wtedy zrozumiałam, co chciał mi przekazać- żegna się z miejscami, które kochał najbardziej. W nocy wymiotuje kałem. We czwartek rano zsikał się pod siebie, potem jeszcze raz na dworze, ostatkiem sił. Wiedziałam, że jest to nasz ostatni dzień razem , ostatnie nasze chwile. Gdy mąż wrócił z pracy, jedziemy na lecznicę. Temperatura nadal spada, wątroba się powiększyła, pojawiła się silna anemia, niewydolność serca i woda w brzuszku- woda ma kolor brunatny. Długo rozmawiam z  panią weterynarz " Piesek dzielnie walczył, walczył nie dla siebie, ale dla pani. W ten sposób chciał się z panią pożegnać i dać pani czas, aby mogła pani dojrzeć do tej decyzji". Wiedziałam, że już nie ma sensu dłużej go męczyć i skazywać na cierpienia. Wiedziałam, że nie mogę kierować się własnym egoizmem i na siłę przedłużać mu życia. Przez 15 lat darzył mnie bezinteresowną, wierną, oddaną miłością, więc nie zasłużył na śmierć w męczarniach. I mimo, że była to najtrudniejsza decyzja w moim życiu, pozwoliłam mu godnie odejść, cytując panią weterynarz " to właściwa decyzja w odpowiednim czasie". Cierpię nadal, nie ma dnia, abym nie płakała, pustka, która pozostała jest nie do zniesienia. Ale wiem też , że już go nie boli, już nie cierpi. 28 maja mój Kochany Reksio odszedł za Tęczowy Most i mam nadzieje, że jest tam szczęśliwy, choć już beze mnie. Poniżej wrzucam zdjęcie, Jego ostatnie, 3 godziny przed uśpieniem:

Kochani, weźcie proszę do serca moje słowa. Przewlekła choroba nerek rozwija się długo i podstępnie, nie dając początkowo charakterystycznych objawów. Typowe objawy pojawiają się dopiero wtedy, gdy zniszczone jest ponad 75 % nerek, czyli w krańcowym stadium. Obserwujcie swoje pieski, nawet te niepozorne objawy, mogą świadczyć o ciężkiej chorobie. Jeśli macie psiaki powyżej 7 roku życia, raz w roku róbcie badania krwi, nawet, jeśli weterynarz mówi, że nie ma takiej potrzeby. Chrońcie pieski przed kleszczami, ponieważ powikłania po odkleszczowej chorobie powodują także niewydolność nerek. Pytajcie o leki, jakie są podawane i o ich skutki uboczne. Nie gódźcie się na podawanie silnych leków bez wcześniejszych badań krwi. Ci poprzedni weterynarze popełnili karygodne błędy. Zamiast zlecić badania krwi, woleli  iść na łatwiznę, wszystkie objawy zwalić na starość i leczyć go na chybił- trafił. Faszerowali go silnymi, zbędnymi lekami, doprowadzili go tak tragicznego stanu, że pani weterynarz już nie mogła nic poradzić, bo zmiany były nieodwracalne. Narazili go na cierpienia, kiedy na dobę zostawili go bez jakichkolwiek leków i pomocy. To głównie przez nich straciłam swojego przyjaciela.  Ale ja też nie jestem bez winy- gdybym upierała się na badania, gdym wcześniej wiedziała o tej pani weterynarz to może nasz Kochany Reksio nadal byłby z nami. Wyciągnijcie wnioski z moich błędów. Ja swojemu pieskowi pomóc już nie mogę, ale może pomogę Waszym...
Dziękuję Wam za poświęcony czas.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Kocyk łuska krokodyla i kontynuacja kampanii Adidas ze Streetcom

Witajcie kochani. Bardzo Was przepraszam, że znów tyle mnie nie było. Ale oprócz braku czasu z powodu świątecznych przygotowań, to po raz drugi wysiadł mi komputer. Znów płyta główna : / Ech.... Jestem wściekła. Obecnie mam komputer zastępczy, straszny złom, który chodzi wolniej niż ślimak i zawiesza się okropnie. Ale może przynajmniej dam radę napisać ten post :(
Jeszcze w listopadzie moja mama poprosiła mnie o wydzierganie kocyka, niedużego, który przykrywałby tylko kolana. Wybór kolorów i wzoru pozostawiła mi. Postanowiłam więc spróbować swoich sił w łusce krokodyla. Moim zdaniem wyszło całkiem nieźle i dzięki łusce kocyk jest cieplutki. Robiło mi się go się szybko i przyjemnie, a sam wzór jest dziecinnie prosty do wykonania. Fakt, po czasie staje się monotonny dla dziergającego :) Miałam troszkę utrudnione zadanie, bo była to włóczka z odzysku, więc momentami zaciągała się, ale jakoś dałam radę :)


I teraz troszkę z innej beczki :) Jak niektórzy pamiętają, brałam udział, jakiś czas, temu w testowaniu antyperspirantów Adidas ze Streetcomu. Niedawno moja aktywność w tej kampanii została doceniona i znalazłam się w wąskim gronie 30 najbardziej aktywnych osób, które będą brały udział w dalszej części testowania Adidas. Bardzo się ucieszyłam i czuję się naprawdę zaszczycona: ) Oto co dostałyśmy w kolejnej paczce :
Prawda, że zawartość jest imponująca? :) Antyperspiranty rozeszły się w mig, wśród moich znajomych, które zadeklarowały chęć testowania razem ze mną. Poprzednio testowałam wariant 6w1 teraz zdecydowałam się na testowanie wersji soften:
I co mogę o nim powiedzieć? A mianowicie to, że jestem z niego tak samo zadowolona, jak z 6w1. Oba mają praktycznie takie samo działanie, spisują się świetnie. Bardzo podoba mi się opakowanie- kulka skierowana do dołu zapewnia zużycie produktu do ostatniej kropelki. Plusem jest również to, że kulka nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu.
Soften, podobnie jak 6w1 jest bezbarwny, ma lekką konsystencję, która nie jest tłusta. Zapach bardzo ładny, subtelny, kremowy. Mi osobiście przypomina trochę klasyczne zapachy Nivea i Dove. Bez dwóch zdań soften jest zapachem subtelniejszym i delikatniejszym niż 6w1, ale oba są świeże i bardzo mi się podobają :) Oba  utrzymują się długo na skórze.
  Podobnie jak 6 w 1, ta również potrzebuje chwilkę na wchłoniecie się. Żadna z nich nie pozostawia śladów i plam na ubraniach, czy to białych, kolorowych czy czarnych.
Jeśli chodzi o ochronę przed potem, Soften spisuje się równie dobrze, jak jej koleżanka 6w1 . Nie pocę się i nie czuję zapachu potu przez wiele godzin, nawet podczas wzmożonego wysiłku fizycznego..
Obie kulki są delikatne i łagodne dla skóry, nie wysuszają jej i nie podrażniają. Mogę je stosować nawet zaraz po depilacji.
Wydajność, cenę i dostępność również oceniam na duży plus.
Jestem ciekawa Waszych opinii i doświadczeń z tymi antyperspirantami. Śmiało, podzielcie się swoim zdaniem :)

Pozdrawiam Was serdecznie :) 

środa, 10 grudnia 2014

Szydełkowa serweta i jeszcze o usłudze Envelo

Witam Was bardzo serdecznie. Dzisiaj chcę Wam pokazać serwetkę, jaką wykonałam już jakiś czas temu, ale kompletnie o  niej zapomniałam. Wzór pochodzi z "Sabriny", nie pamiętam jednak jaki to był numer. Serwetka nie jest duża, ma jakieś m25 cm średnicy, ale ładnie prezentuje się na komodzie.




I chciałam jeszcze raz opowiedzieć Wam o usłudze Envelo. Z tej usługi mogłam skorzystać dzięki udziałowi w kampanii Streetcom. W ramach tej kampanii mogłam wysłać jedną darmową kartkę do wybranej osoby. Wysłałam więc do siostry i skorzystałam  z gotowego szablonu, głównie dlatego, że po awarii komputera usunięte zostały wszystkie zdjęcia, z których planowałam zrobić karteczkę. Rozwiązanie jest na tyle wygodne, że usługa Envelo zapewnia nie tylko zaprojektowanie/ wybranie kartki z gotowego szablonu, ale również wysyłają ją za nas do adresata Pocztą Polską. My musimy tylko pokryć koszt kartki i znaczka. Omijają nas więc kolejki na Poczcie:) Kartką, którą wysłałam do siostry prezentuje się tak:
 I tył:







Wrażenia: Siostra gdy wyjęła tą kartkę ze skrzynki początkowo myślała, że to jakieś pismo z banku, bo faktycznie koperta przypomina taką, w jakiej przychodzą do nas pisma urzędowe :) Sama kartka jest bardzo ładna, jest w wiekszym formacie niż zwykła pocztówka, ładnie błyszczy, grafika jest wyraźna. Obie z siostrą doszłyśmy jednak do wniosku, że kartka mogłaby być sztywniejsza. Jest zbyt miękka i gibka. W efekcie siostra otrzymała ją z lekko zagiętym jednym rogiem.  Sam tył kartki trochę mniej już nas zachwycił, prezentuje się zbyt oficjalnie.
Posumowując, koncepcja takiej usługi jest świetna. Jesli Envelo uwzględni uwagi ambasadorów i poprawi kilka drobiazgów, to będzie to usługa idealna.
A Wam jak się podoba kartka i sama idea takiej usługi, jaką proponuje Envelo ? jestem ciekawa Waszych opinii:)


niedziela, 30 listopada 2014

Testowanie Envelo i Ballantines Brasil zeStreetcomem

Witajcie Kochani, wracam do Was po poważnej awarii komputera. Miał być dziś szydełkowy post,ale ze względu na opóźnienie w publikacji postów spowodowane awarią, to opowiem Wam o dwóch kolejnych kampaniach, w jakich mam możliwość uczestniczyć . Są to kampanie Streetcomu.

Pierwsza z nich to kampania ENVELO.
 Pojawiła się już reklama tej usługi w telewizji,ale jeśli ktoś jeszcze nie słyszał to postaram się po krótce przybliżyć, o co tutaj chodzi. Envelo to strona dzięki której możemy samodzielnie wysłać niebanalne kartki okolicznościowe do naszych bliskich i znajomych. Tworzymy kartki samodzielnie-  z gotowych szablonów, dostępnych  na stronie, albo wykorzystując własne zdjęcia, tworząc z nich dowolne kompozycje,kolaże, itd. Wybieramy oczywiście także wielkość kartki i rodzaj( otwierana bądź w formie pocztówki). Gdy mamy już gotowy projekt kartki, należy wpisać życzenia, adres odbiorcy, wybrać formę wysyłki Pocztą Polską i oczywiście uiścić opłatę. Po kilku dniach nasza kartka dotrze do adresata :) Poruszanie się po stronie nie sprawia żadnego problemu, więc z jej obsługą każdy sobie poradzi- strona jest przejrzysta i niechaotyczna. Ja już swoją kartkę zamówiłam i nie mogę się doczekać aż dotrze do adresatki :)
Bardzo się cieszę, że mam możliwość  uczestniczenia w tej kampanii. Dzięki tej stronie można wysłać naprawdę oryginalną i niebanalną kartkę do bliskiej osoby. Ceny takich kartek również nie są wygórowane, więc moim zdaniem jest to usługa na każdą kieszeń.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc jeśli ktoś szuka inspiracji i chce podarować bliskiej osobie niepowtarzalną kartkę to zapraszam na stronę Envelo tu http://www.envelo.pl/o-envelo-kim-jestesmy.html

Druga z kampanii to BALLANTINES BRASIL

Do tej kampanii dostałam się miesiąc temu, a paczuszka dotarła do mnie dzień przed moimi 30-stymi urodzinami. Fajny prezent nie ? ;) W paczce ambasadorskiej znalazła się butelka Ballentines Brasil 0,7 l oraz ulotki i kupony zniżkowe dla znajomych.


Co to jest Ballantines Brasil?  to napój spirytusowy stworzony z whisky pochodzącej ze Szkocji, z selektywnie wybranych beczek macerowanych suszonką skórką limonki. Prezentujemy Wam napój wypełniony smakiem cytrusów, tworzącym, nowy, pyszny i pasjonujący alkohol inspirowany brazylijskim sposobem picia drinków z limonką.
Cena- około 85 zł za 0,7 l
Moja opinia- Za smakiem tradycyjnej Whisky nie przepadam, ale ta jest świetna. Smakuje mi nie tylko w formie drinków, ale również w czystej postaci. Jej smak jest niepowtarzalny- łagodny, z wyraźną nutką limonki i lekko goryczkowym posmakiem. Powiem Wam, że tak ciekawego w smaku alkoholu jeszcze nie piłam. Nadaje się do różnego rodzaju drinków i można z nią spokojnie eksperymentować, świetnie komponuje się z różnymi składnikami- colą, cytryną, limonką, grantem, sokiem z malin, tonikiem, co kto sobie wymyśli :) I co najważniejsze, na drugi dzień nie boli po niej głowa ;) Myślę, że ta whisky z pewnością przypadnie do gustu osobom, które, tak jak ja, nie przepadają za smakiem tradycyjnej whisky, ale również takim, które poszukują nowych doznań smakowych. Myślę, że sprosta najbardziej nawet wybrednym smakoszom. Polecam, bo naprawdę warto! :)
Jestem ciekawa Waszych opinii. Korzystał już ktoś z Was z usług Envelo?
A może próbowaliście Ballantines Brasil?
Zapraszam do dzielenia się  swoimi wrażeniami:)
Pozdrawiam bardzo serdecznie .

środa, 19 listopada 2014

Nowość od Green Pharmacy


Witam wszystkich serdecznie:) Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Znalazłam w końcu fajny wzór na szalik, czekam tylko na dostawę włóczki i zabieram się do dzieła.
A dziś chciałabym Wam przedstawić nowość od Green Pharmacy, która miałam możliwość przetestować dzięki członkostwu w Klubie Elfa Pharm.  Uwielbiam polskie kosmetyki, a w Green Pharmacy zakochałam się już wiele miesięcy temu. Najwięcej kosmetyków właśnie tej firmy gości w mojej łazience.  Firma ta prężnie się rozwija i co chwilę wprowadza na rynek nowe kosmetyki. Ostatnio pojawiła się seria balsamów do ciała. Poniżej chciałabym Wam przedstawić balsam, który testowałam

BALSAM DO CIAŁA Z OWSEM I RUMIANKIEM LEKARSKIM


Opis producenta: Aromatyczna przyjemność i pielęgnacja lekką, nietłustą emulsją, która długotrwale nawilża, łagodzi i wygładza. Odnowa warstwy lipidowej przywraca piękno skórze wymagającej natłuszczenia i ochrony. Ulga dla wszystkich typów skóry, zwłaszcza dla suchej, skłonnej do podrażnień i złuszczeń, pozbawionej miękkości i elastyczności. Wchłania się szybko, delikatnie otula zmysłowym zapachem. Przywraca równowagę i komfort. Ekstrakty z rumianku o owsa działają łagodząco, koja podrażnienia i pobudzają procesy regeneracji. Witamina E poprawia kondycję skóry i wraz z kwasem hialuronowym i panteonem daje siłę nawilżania.
Cena: około 12- 13 zł za 500 ml

Moja opinia: 
1. Opakowanie: Balsam jest zamknięty w ciemnobrązowej, plastikowej butelce. Mimo, że butelka ma ciemny kolor, to bardzo dokładnie widać, ile kosmetyku już zużyliśmy.  Etykieta z bardzo ładną, nieprzeładowaną nadmiarem informacji grafiką, charakterystyczną dla kosmetyków GP. Etykietka pod wpływem wilgoci nie odkleja się, nie "bąbluje", nie marszczy się- pozostaje w idealnym stanie przez cały okres użytkowania balsamu. Butelka jest zwieńczona pompką, która bardzo ułatwia dozowanie odpowiedniej ilości produktu. Pompeczka umożliwia nam ponowne zamknięcie kosmetyku, dzięki temu  spokojnie można zabrać balsam np. w podróż. Niezwykle pozytywnie zaskoczyło mnie to, że w miarę ubywania balsamu, na ściankach butelki nie pozostają żadne jego pozostałości, więc można go zużyć do ostatniej kropelki !

2. Zapach: Szczerze przyznam, że ten zapach to kompletnie nie moja bajka. Jest dla mnie zbyt mdły. A to za sprawą dominującego aromatu rumianku. Osobiście nie przepadam ani za smakiem ani za zapachem rumianku. Aczkolwiek nie jest to zapach męczący i można się do niego przyzwyczaić. Zapach ten stopniowo wietrzeje ze skóry i po jakiś dwóch godzinach nie jest już wyczuwalny.
3.Konsystencja: Balsam posiada biały kolor. Konsystencja jest gęsta- ruszając butelką we wszystkie strony balsam pozostaje na swoim miejscu i nie przesuwa się nawet na milimetr :) W trakcie rozprowadzania balsamu na skórze przybiera on konsystencję mleczka do ciała- leciutko sunie po ciele i nie trzeba wkładać dużo wysiłku ,aby wmasować go w skórę.
4. Działanie: Oceniam na 6 +. Posiadam skórę z tendencją do przesuszania się. Balsam wchłania się w skórę błyskawicznie! Zaraz po aplikacji, bez obaw można się ubrać :) Bardzo dobrze nawilża, nie pozostawia na skórze tłustej i lepkiej warstwy a uczucie gładkiej i miękkiej skóry. Efekt nawilżenia spokojnie utrzymuje się u mnie do następnego prysznica. I to prawda, co pisze producent- koi podrażnienia. Ostatnio miałam nieprzyjemną przygodę z żelem do golenia, który podrażnił mnie okropnie. Na ciele pojawił się milion czerwonych i bolących krostek. Balsam wpłynął na nie kojąco- zmniejszył uczucie pieczenia oraz przyśpieszył ich gojenie. 
5. Wydajność: Balsam jest bardzo wydajny. Niewielką jego ilością możemy pokryć sporą partię ciała. Używam go już od miesiąca, codziennie, i zużyłam  pół opakowania.
6.Dostępność: nie ma problemu z dostępnością tych balsamów. Znaleźć je możemy w Rossmannie, Naturze, Hebe, ale pewnie też i w małych drogeryjkach kosmetycznych.Zapewne też można je dostać w sklepach zielarskich i w aptekach.
7. Podsumowując: Jestem z twego balsamu bardzo, ale to bardzo zadowolona i niedługo sięgnę po kolejny, ale już w innej wersji zapachowej ;) A dostępne są jeszcze następujące wersje:
-róża piżmowa i imbir
-aloes i mleko ryżowe
-nagietek i zielona herbata
-oliwka i olejek arganowy

A Wy? Stosowałyście już te balsamy lub inne kosmetyki tej firmy? Jestem ciekawa Waszych opinii :)
Pozdrawiam i życzę miłego dzionka :)