poniedziałek, 25 września 2017

Testujemy męskie żele pod prysznic Le Petit Marseillais

Witajcie ! Ostatnio zapraszałam Was do rejestracji na portalu LP i zapisywania się do nowej kampanii męskich żeli pod prysznic. Dziś przychodzę do Was z dobrą wiadomością- udało mi się dostać do tej kampanii #poczujmeskanature i zostałam #ambasadorkalpm a poniżej zdjęcie paczki :
W dzisiejszym poście chciałabym się skupić na męskim żelu i reakcjach na ten żelu kilku moich znajomych mężczyzn. W paczce znalazłam żel w wersji " Mięta i cytrusy". To bardzo rześki i energetyczny zapach. Myślałam, że moi znajomi mężczyźni niekoniecznie będą się interesować tematyką męskiej pielęgnacji, ale szybko wyprowadzili mnie z błędu. Część z nich znali już ta markę, ponieważ produkty LPM stosują ich żony i doskonale byli zorientowani, że są z nich zadowolone. I twierdzili, że z przyjemnością zakupią żel dla siebie : "Bo skoro żona jest zadowolona, to ja na pewno też będę". Ci ,którzy nie znali marki Le Petit Marseillais, zaraz po powąchaniu tego żelu byli zainteresowana, gdzie można go kupić i w jakiej cenie, czy dobrze się pieni i jak długo pachnie na skórze.Wszyscy panowie byli zachwyceni świeżym zapachem i zaskoczeni dużą pojemnością produktu. Opowiedziałam im, że produkt ten ma jeszcze dwie wersje zapachowe- Drzewo Cade oraz Minerały i drzewo cedrowe- " Czyli jest w czym wybierać i na pewno każdy znajdzie produkt idealny dla siebie" . Panowie bardzo entuzjastycznie i z dużym zainteresowaniem podeszli do nowych produktów pielęgnacyjnych. A ja Wasi mężczyźni? Znają już te produkty? Stosują? Jakie są ich opinie ?

wtorek, 29 sierpnia 2017

Rekrutacja na Ambasadorce LPM

Witajcie kochani! Dziś przychodzę do Was z newesem. Na Portalu Ambasadorek LPM trwa właśnie rekrutacja do nowej kampanii ambasadorskiej. Tym razem testować będziemy nowinkę- żele pod prysznic dla naszych Panów! Zachęcam serdecznie do rejestracji na portalu https://ambasadorkalpm.pl/ oraz do zgłaszania się do projektu .#poczujmeskanature  #ambasadorkaLPM


sobota, 25 marca 2017

Wiśnia, bazylia, goji czyli bardzo roślinny post :)

Jak większość z Was zdążyła już zauważyć jestem ogromną fanką kosmetyków Elfa Pharm. I jakiś czas temu dostałam od Klubu Elfa Pharm paczuszkę pełną roślinnych nowinek kosmetycznych( był jeszcze kalendarz i próbki, ale niestety do zdjęcia się nie załapały, bo moja mama szybko je przechwyciła :) :

Kosmetyki zostały przeze mnie dokładnie przetestowane, mam już wyrobione opinie na ich temat i właśnie nadszedł ten czas, kiedy mogę się z Wami nimi podzielić. A więc zaczynamy:

1. ODŻYWCZA, BEZBARWNA POMADKA DO UST Z EKSTRAKTEM GOJI O`HERBAL
Kilka słów od producenta: Nietłusta, odżywcza pomadka bezbarwna z ekstraktem goji skutecznie odżywia usta i nadaje im miękkość. Polecana do stosowania przede wszystkim w okresie jesienno-zimowym, gdy usta narażone są na szkodliwe działanie wiatru i mrozu i wymagają szczególnej pielęgnacji na co dzień.
Cena: 7,50 za 4,8 g. 
Moja opinia: opakowanie pomadki jest plastikowe z solidnym zamknięciem , dzięki któremu pomadka nie otwiera się samoczynnie, np. w torebce. Konsystencja idealna- nie za twarda, nie za miękka, bardzo dobrze rozprowadza się na ustach. Nie jest zbyt tłusta, szybko się "nie zjada". Nie tworzy lepkiej powłoki. Jeśli chodzi o smak i zapach- to oczywiście jest on jagodowy, bardzo delikatny, nienachalny. Pomadka bardzo dobrze radzi sobie z nawilżaniem ust, przynosi ulgę spierzchniętej skórze, redukuje suche skórki. Efekt nawilżenia utrzymuje się bardzo długo, a skóra ust jest gładka i miękka. Pomadka spełniła wszystkie moje oczekiwania i na pewno zagości u mnie na dłużej.

2. MASKA KREMOWA, REGENERUJĄCA DO WŁOSÓW, Z OLEJEM ARGANOWYM I KERATYNĄ DR. SANTE
Kilka słów od producenta: Receptura serii «Argan Hair» zawiera niezwykle cenny naturalny składnik - olej arganowy, który odbudowuje strukturę włosa od wewnątrz i z zewnątrz. Przenikając w głąb włosa, zamyka łuski włosowe, przeciwdziałając rozdwajaniu końcówek.
Cena: 22 zł za 1000 ml 
Moja opinia: Maska zamknięta jest w dużym, plastikowym słoju z nakrętką. Posiada on duży otwór, więc nawet jeśli maski w opakowaniu będzie już mało, nie będzie najmniejszego problemu z jej wydobyciem. Maska ma budyniową konsystencję, żółty kolor i przepiękny, lekko słodki zapach-delikatnie przypomina mi karmelki mleczne. Aż szkoda, że ten aromat nie utrzymuje się zbyt długo na włosach. Maska bardzo dobrze i równomiernie się rozprowadza, nie spływa z kosmyków. Nie ma też najmniejszego problemu z jej spłukaniem. A jakie efekty? Na moich zniszczonych i przesuszonych włosach są naprawdę zauważalne. Maska sprawia, że nie plączą się i o wiele łatwiej można je rozczesać. Bardzo dobrze nawilża ( a przy tym nie powoduje szybszego przetłuszczania się przy skórze głowy), kosmyki są  zdecydowanie bardziej miękkie, a końcówki już tak nie skrzypią podczas ich dotykania. Włosy są też bardziej gładkie i mniej się puszą. Nabrały też ładnego blasku.  W cenie 22 zł za 1000ml na pewno warto a nawet trzeba się skusić na wypróbowanie tego produktu. :) 

3.ODŚWIEŻAJĄCY KREM DO STÓP USUWAJĄCY ZMĘCZENIE Z EKSTRAKTEM Z ARONII O`HERBAL
Kilka słów od producenta: Ekstrakt z aronii pomaga utrzymać prawidłowy stan ścian naczynek krwionośnych.Odświeża, odżywia i tonizuje skórę. Dzięki regularnemu stosowaniu kremu znika uczucie zmęczenia i ciężkości nóg.
Cena: 9 zł za 75 ml 
Moja opinia: Nie borykam się z problemem zmęczonych nóg, więc pod tym kątem nie jestem w stanie ocenić kremu, ale zwrócę uwagę na inne właściwości, których temu produktowi  nie brakuje. Zamknięty jest w miękkiej tubce z solidnym zamknięciem na zatrzask. Ma biały kolor i gęstą, ale nie tłustą konsystencję. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Zapach super- świeży, niesłodki z wyraźnie wyczuwalną nutą aronii. Krem bardzo dobrze nawilża skórę stóp i zmiękcza, sprawiając, że skóra jest gładka, miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Świetnie też odświeża, co można zauważyć już podczas aplikacji produktu na skórę. Efekty nawilżenia i odświeżenia utrzymują się bardzo długo. Do tego kremik jest wydajny. Serdecznie polecam. 
 
4. MLECZKO WZMACNIAJĄCE PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW BASIL ELEMENT
 
Kilka słów od producenta: Mleczko to ostatni krok wzmacniającej pielęgnacji włosów i skóry głowy. Tworzy na włosach ochronny film, dzięki czemu zapobiega rozdwajaniu końcówek i chroni je przed uszkodzeniami. Nałożone na skórę głowy hamuje wypadanie włosów.
Cena: 20 zł za 150 ml
Moja opinia: mleczko zamknięte jest w plastikowej, przezroczystej butelce, z wygodnym, niezacinającym się atomizerem. W opakowaniu wygląda jak gęsty balsam, ale po rozpyleniu na włosach jest bezbarwną mgiełką. Ma piękny, świeży zapach ,w którym wyraźnie czuć bazylię. Uwielbiam stosować ten produkt zarówno na mokre, jak i na suche włosy. Zaaplikowane na mokre ułatwia ich rozczesywanie, a na suche - ujarzmia je i sprawia, że łatwiej jest je ułożyć.  Już od pierwszego użycia wiedziałam, że się polubimy. Błyskawicznie nawilża włosy, sprawia, że są miękkie, gładkie i nie puszą się wcale! Oprócz tego nabrały też ładnego blasku, poprawiła się ich ogólna kondycja i zdrowiej wygadają. Po dłuższym stosowaniu tego mleczka zauważyłam także, że włosy są mocniejsze, nie łamią się tak i mimo, że na wiosnę moje włosy zawsze wypadły garściami, teraz tego zjawiska nie zauważam w ogóle! Cała bazyliowa seria już jest na pierwszym miejscu mojej zakupowej listy i wróżę tym produktom ogromny sukces!

5.KREMOWE MASŁO DO CIAŁA,REGENERUJĄCE, OLEJEK KAMELIOWY I WIŚNIA VIS PLANTIS
Kilka słów od producenta: Intensywnie regeneruje, wygładza i odświeża już od pierwszego zastosowania. Polecane do cery suchej, bardzo suchej z tendencją do łuszczenia się, dojrzałej, wymagającej wzmocnienia.
Cena: 16,50 zł za 250 ml 
Moja opinia: Masło znajduje się w plastikowym słoiczku z nakrętką. Bezproblemowo można wydobyć odpowiednią ilość produktu. Zapach piękny, delikatny, kremowy, subtelny, z delikatną nutką wiśni w tle. Bardzo długo utrzymuje się na skórze. Konsystencja biała, gęsta, miękka, bezproblemowo rozprowadza się na ciele. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Fantastycznie nawilża, i regeneruje suchą skórę. Sprawia , że jest ona miękka, gładka i przyjemna w dotyku.Skutecznie niweluje szorstkość i uczucie swędzenia wywołane przesuszeniem. Efekt nawilżenia utrzymuje się bardzo długo, a regularne stosowanie masła poprawia kondycję skóry. Rewelacyjny produkt, polecam w szczególności osobom, które tak, jak ja borykają się z problemem bardzo suchej skóry. Jedyny minus jest taki, że masełko zbyt szybko się kończy ;) Serdecznie polecam!
 
Znacie produkty Elfa Pharm? Które z nich stosowałyście? Jesteście zadowolone? Zachęcam do podzielenia się swoimi opiniami w komentarzach :) 
 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Tchibo Cafissimo

Witajcie! Jakiś czas temu zostałam Ambasadorką Tchibo Cafissimo na stronie Rekomenduj.to. Do testów otrzymałam ekspres do kawy Tchibo Cafissimo Classic oraz zestaw 150 kapsułek w przeróżnych wariantach smakowych:
Otrzymałam ekspres w czarnym kolorze, który niezwykle elegancko się prezentuje i dodaje szyku mojej kuchni. Ekspres jest niezwykle zgrabny i smukły, co sprawia, że bez problemu zmieścił się na szafce kuchennej pomiędzy innymi akcesoriami codziennego użytku :) Ekspres jest bardzo intuicyjny i niezwykle prosty w obsłudze. Podczas pierwszego użycia bardzo przydatna jest dołączona instrukcja, która w przejrzysty sposób pomaga zapoznać się z użytkowaniem ekspresu. Ekspres pracuje dość cicho, więc spokojnie można rano parzyć kawę, podczas gdy inni domownicy jeszcze smacznie śpią :) Z tyłu ekspresu znajduje się pojemnik na wodę:
Ma dużą pojemność, więc spokojnie można jednorazowo zaparzyć kilka kaw pod rząd. Wodę można uzupełnić na dwa sposoby- albo wyjmując cały pojemnik, lub otwierając klapkę i dolać wodę, np. kubkiem. Oba sposoby są szybkie, proste i wygodne. O konieczności uzupełnienia wody informuje nas migający na czerwono wskaźnik, znajdujący się obok włącznika ekspresu.
  W ekspresie tym możemy parzyć trzy rodzaje kaw. Do poszczególnego rodzaju jest przypisany inny kolor kapsułki:
Kapsułka żółta to caffe crema, szara to espresso, a niebieska to kawa filtrowana. Kolor kapsułki mówi nam też, który przycisk w ekspresie należy nacisnąć :
Proste, prawda? :) Kapsułkę umieszczamy w pojemniku :
i wsuwamy go do ekspresu, a następnie dociskamy dźwignią blokującą.  Tak wygląda dźwignia przed dociśnięciem :


A tak po:
Naciskamy odpowiedni przycisk i kawa robi nam się już sama :)
Kawę można zaparzać w tradycyjnym kubku czy filiżance:
Lub w malutkich filiżaneczkach, typowych do espresso. Aby ułatwić nam to zadanie mamy tutaj specjalną półeczkę na takie właśnie malutkie filiżaneczki:


Dodatkowo w tym ekspresie jest tez spieniacz do mleka, którego obsługa również nie przysparza najmniejszych problemów :
Samo czyszczenie ekspresu jest również bardzo proste i nie zajmuje dużo czasu.

Kawa zaparzona za pomocą Tchibo Cafissimo jest według mnie bez porównania lepsza od tej, zaparzanej w tradycyjny sposób, czyli zalewanej wrzątkiem z czajnika. Kapsułki maja to do siebie, że zawiera odpowiednią porcje kawy,a ekspres dobiera potrzebną ilość wody, by kawa była idealna w smaku. Jeśli jednak dla kogoś kawa wydawać się będzie za mocna, wystarczy ponownie uruchomić proces parzenia z życiem tej samej kapsułki. Wówczas będzie ona łagodniejsza. Kawa z tego ekspresu charakteryzuje się dla mnie łagodnym i aksamitnym smakiem. Odkąd mam ekspres w domu, ani razu nie piłam kawy zaparzanej wrzątkiem z czajnika, bo po prostu przestała mi smakować :) Fajnym dodatkiem do kawy może być też puszysta, mleczna pianka, wykonana za pomocą spieniacza. Tak więc w każdej chwili mogę zaparzyć taką kawę, na jaką akurat mam ochotę. Jestem bardzo zadowolona z użytkowania tego sprzętu i zachwycona wyjątkowym i niepowtarzalnym smakiem kawy, jaką można za pomocą tego ekspresu uzyskać. Myślę, że takie urządzenie powinno znaleźć się w domu każdego prawdziwego kawosza. Ekspres jest też świetnym pomysłem na prezent :) Serdecznie polecam :) Jeśli jesteście zainteresowani zakupem ekspresu w atrakcyjnych cenach, serdecznie zapraszam tutaj Tchibo ekspresy.

piątek, 4 listopada 2016

Idelany sposób na domowe Spa :)

Jak wiecie, uwielbiam wszelkie kosmetyczne nowinki i dziś właśnie przychodzę do Was z recenzją takowej. O czym mowa? Mus pod prysznic Nivea:
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu




Wersja, którą posiadam to NIVEA Creme Smooth z ekstraktem z jedwabiu.
Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 14-17 zł
Opakowanie: to nie standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Bardziej przypomina antyperspirant niż produkt do mycia ciała. Przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej. Puszka jest wąska, smukła i leży w dłoni idealnie. nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się już wielokrotnie. Chciałam tez zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmuje dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się ,a sam mus nie wyleje się, brudząc przy tym zawartość walizki. Atomizer jest bardzo wygodny i precyzyjne dozuje potrzebną mi ilość produktu.
Konsystencja i zapach: 
 Konsystencja to biała ,delikatna, puszysta pianka. gdy nakładam ją na skórę, mam wrażenie, że dotykają ja mięciutkie, puchate obłoczki. Co tu dużo mówić- moją skóra dotyka nieba, albo na odwrót, jak ktoś woli :D  Delikatność tą mogę porównać jeszcze do muśnięcia letniego zefirku,skrzydeł motyla czy dotyku płatków róż :  
Mus jest gęsty, idealnie rozprowadza się na skórze, nie spływa z niej, nie ucieka też między palcami. W tym miejscu chciałabym też zwrócić uwagę na jego wydajność, a wydajny jest i to bardzo. Aby umyć całe ciało wystarczy jego niewielka ilość. Ja używam go od ponad miesiąca, a w opakowaniu nadal jest spora ilość produktu. Jak dla mnie jest to kolejna ogromna zaleta tegoż produktu. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała również o zapachu. Mój nos jest wyjątkowo wybredny i naprawdę ciężko mu dogodzić. Mus nivea jednak zadowolił go w 100 %. Zapach jest delikatny, subtelny i bardzo kobiecy a  zarazem wyrazisty- lekko kremowy, z nuta jedwabiu. Tak właśnie dla mnie pachnie luksus i bardzo żałuję, że nie mogę przekazać Wam tego zapachu, abyście same mogły go poczuć.  dodatkowo zapach jest bardzo trwały, nie wietrzeje szybko ze skóry i bardzo długo na niej się utrzymuje. Dla mnie jest to kolejna istotna cecha jeśli chodzi o produkty do mycia ciała.
Efekty: Dla mnie genialne! Bardzo ciężko jest mi znaleźć kosmetyk pod prysznic, który nie podrażni i nie wysuszy mojej skóry. Często po kąpieli moja skóra jest zaczerwieniona, szorstka, piecze, swędzi a z uczuciem ściągnięcia skory mało który balsam jest w stanie sobie poradzićMus Nivea odmienił oblicze moje codziennej pielęgnacji. Po jego zastosowaniu skóra jest nie tylko pachnąca, czysta i świeża, ale też gładka, miękka i nawilżona. Po uczuciu swędzenia, pieczenia, ściągnięcia czy szorstkości nie ma nawet śladu a to wszystko bez użycia balsamu. Mus jest skuteczny a zarazem bardzo delikatny, bo dzięki niemu skóra jest ukojona i uspokojona. Nawet mąż zauważył, że jest tak jedwabiście miękka i gładka, że ciężko oderwać od niej dłonie. :)

Ten mus to idealny sposób nie tylko na piękną, zdrową i gładką skórę. To też cudowna odskocznia od szarej codzienności. Relaks , odprężenie i ukojenie po ciężkim dniu pracy, czyli pięciogwiazdkowe SPA, w zaciszu własnej łazienki. Czego chcieć więcej ? :)


Polecam Wam serdecznie ten produkt, naprawdę warto przekonać się o jego działaniu na własnej skórze :)


Mus jest gęsty, idealnie rozprowadza się na skórze, nie spływa z niej i nie ucieka między palcami. W tym miejscu chciałabym też zwrócić uwagę na jego wydajność- a wydajny jest niesamowicie. Do umycia całego ciała  wystarczy niewielka ilość tego produktu. Używam go od ponad miesiąca, a w opakowaniu nadal jest go spora ilość. Jak dla mnie to kolejna świetna zaleta tego produktu. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała też o zapachu. Z natury mój nos jest wybredny i naprawdę ciężko mu dogodzić. Mus Nivea zadowolił go w 100 %. Zapach jest delikatny, subtelny i bardzo kobiecy a zarazem wyrazisty. lekko kremowy z nutą jedwabiu- cudo. Według mnie tak właśnie pachnie luksus. Zapach musu bardzo trwały, nie wietrzeje zaraz po płukaniu i długo utrzymuje się na skórze- to kolejna cecha, która jest dla mnie bardzo istotna w produktach do mycia ciała.
Konsystencja tego produktu jest rewelacyjna- to biała, delikatna i puszysta pianka. Gdy nakładam ją na skórę, mam wrażenie, że to dotykają ją  mięciutkie i puchate obłoczki. Co tu dużo mówić- moja skóra dotyka nieba..albo na odwrót, jak kto woli :D Mus jest gęsty, idealnie rozprowadza się na skórze, nie spływa z niej i nie ucieka między palcami. W tym miejscu chciałabym też zwrócić uwagę na jego wydajność- a wydajny jest niesamowicie. Do umycia całego ciała  wystarczy niewielka ilość tego produktu. Używam go od ponad miesiąca, a w opakowaniu nadal jest go spora ilość. Jak dla mnie to kolejna świetna zaleta tego produktu. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała też o zapachu. Z natury mój nos jest wybredny i naprawdę ciężko mu dogodzić. Mus Nivea zadowolił go w 100 %. Zapach jest delikatny, subtelny i bardzo kobiecy a zarazem wyrazisty. lekko kremowy z nutą jedwabiu- cudo. Według mnie tak właśnie pachnie luksus. Zapach musu bardzo trwały, nie wietrzeje zaraz po płukaniu i długo utrzymuje się na skórze- to kolejna cecha, która jest dla mnie bardzo istotna w produktach do mycia ciała.
Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowyc
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu.
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu
Uwielbiam wszelkie tego typu nowinki kosmetyczne, a zwłaszcza takie, których nigdy wcześniej nie miałam okazji używać. Gdy tylko zobaczyła ten mus od razu mnie zaintrygował i wiedziałam ,że to będzie produkt numer 1 na mojej "testowej liście". Bardzo się więc ucieszyłam, gdy dostałam go w prezencie. Już samo opakowanie jest ciekawe- nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu. Konsystencja tego produktu jest rewelacyjna- to biała, delikatna i puszysta pianka. Gdy nakładam ją na skórę, mam wrażenie, że to dotykają ją  mięciutkie i puchate obłoczki. Co tu dużo mówić- moja skóra dotyka nieba..albo na odwrót, jak kto woli :D Mus jest gęsty, idealnie rozprowadza się na skórze, nie spływa z niej i nie ucieka między palcami. W tym miejscu chciałabym też zwrócić uwagę na jego wydajność- a wydajny jest niesamowicie. Do umycia całego ciała  wystarczy niewielka ilość tego produktu. Używam go od ponad miesiąca, a w opakowaniu nadal jest go spora ilość. Jak dla mnie to kolejna świetna zaleta tego produktu. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała też o zapachu. Z natury mój nos jest wybredny i naprawdę ciężko mu dogodzić. Mus Nivea zadowolił go w 100 %. Zapach jest delikatny, subtelny i bardzo kobiecy a zarazem wyrazisty. lekko kremowy z nutą jedwabiu- cudo. Według mnie tak właśnie pachnie luksus. Zapach musu bardzo trwały, nie wietrzeje zaraz po płukaniu i długo utrzymuje się na skórze- to kolejna cecha, która jest dla mnie bardzo istotna w produktach do mycia ciała. A efekty?  GENIALNE! Bardzo ciężko znaleźć mi kosmetyk pod prysznic, który nie podrażni i nie wysuszy mojej skóry.  Często więc po kąpieli moja skóra była zaczerwieniona, swędząca, szorstka a z uczuciem szczypania i ściągnięcia mało który balsam mógł sobie poradzić. Mus Nivea odmienił oblicze mojej codziennej pielęgnacji. Po jego zastosowaniu skóra jest nie tylko pachnąca, czysta i świeża, ale też gładka, miękka i nawilżona. Po uczuciu pieczenia, swędzenia, szczypania czy szorstkości nie ma już nawet śladu- a wszystko to bez użycia balsamu ! Mus jest skuteczny, ale zarazem bardzo delikatny, skóra dzięki niemu jest ukojona i uspokojona. Nawet mąż zauważył, że tak jedwabiście gładka i miękka, że ciężko oderwać od niej dłonie. Dla mnie jego opinia jest tutaj kluczowa i najbardziej wiarygodna jeśli chodzi o ocenę efektów działania musu :) Dla mnie jest to produkt idealny- nie tylko wygodny, nie tylko wydajny, nie tylko pięknie pachnący, ale przede wszystkim skuteczny. polecam go wszystkim koleżankom, bo warto przekonać się o jego działaniu na własnej skórze :)
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu
nie jest to standardowa plastikowa butelka, a metalowa puszka. Przypomina bardziej antyperspirant w spray niż produkt do mycia ciała :) I przyznam szczerze, że takie opakowanie odpowiada mi o wiele bardziej niż plastikowa butelka. Puszka jest wąska, smukła, więc w dłoni leży idealnie. Nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk, co przy tradycyjnych plastikowych butelkach zdarzyło mi się wiele  razy.  Warto też zwrócić uwagę, że taka forma opakowania ma jeszcze jedną zaletę- ze względu na niewielkie rozmiary nie zajmie dużo miejsca w walizce podróżnej i mam pewność, że butelka nie pęknie, nie stłucze się, a sam mus nie wyleje się, chroniąc zawartość walizki przed zabrudzeniem :) atomizer jest bardzo wygodny w użytkowaniu i precyzyjnie dozuje potrzebną mi ilość produktu

czwartek, 21 kwietnia 2016

Kampania Sanex ze Streetcom

W ostatnim czasie testuję produkty Sanex. Jest to kampania zorganizowana przez Streetcom. W paczce Ambasadorskiej znalazłam 12 żeli pod prysznic Sanex Pro-Hydrate:




Opis producenta: Opracowany specjalnie dla skóry bardzo suchej. Zatwierdzona przez dermatologów formuła zawiera naturalne składniki nawilżające, które pomagają przywrócić właściwy poziom nawilżenia skóry.
Cena: 9,99 zł za 250 ml
Moja opinia: Żel znajduje się w plastikowej butelce z zamknięciem na zatrzask. Butelka nie jest przezroczysta, zatem nie widać, ile produktu już ubyło. Ma za to wyprofilowany kształt, więc dobrze leży w dłoni i nie wyślizguje się nawet z wilgotnych rąk. Jest poręczna i bardzo wygodna w użyciu. Żel ma biały kolor i konsystencję, która nie jest ani zbyt gęsta ani też zbyt rzadka. Zapach bardzo ładny, lekko kwiatowy, subtelny, podoba mi się, choć na skórze długo się nie utrzymuje. Żel pieni się delikatnie, dobrze oczyszcza skórę, pielęgnuje ją i przede wszystkim nawilża bardzo solidnie. Skóra staje się miękka, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Po jego zastosowaniu nie muszę używać już balsamu do ciała. dodatkowo produkt jest wydajny.
 12 antyperspirantów w kulce Sanex 7w 1 Protection Efficacy + Care



Opis producenta: Sanex- kompletna ochrona- 7 korzyści:
-skuteczna 48 godzinna ochrona przed potem i nieprzyjemnym zapachem
-ochrona przed białymi i żółtymi plamami
-uczucie świeżości
-nie zaburza pH skóry
-dba o dobrą kondycje skóry
-nie wywołuje podrażnień
-szanuje florę bakteryjną skóry.
Cena: 10,99 za 50 ml
Moja opinia: Opakowanie jest bardzo praktyczne i wygodne w użyciu. Produkt jest skierowany kulką do dołu, więc mam pewność, że zużyję go do ostatniej kropelki. Ma lekko biały kolor i bardzo przyjemny, kwiatowy zapach, który podobnie, jak w przypadku żelu jest bardzo delikatny i subtelny. Antyperspirant szybko się wchłania, nie pozostawiając śladów na ubraniach. Jest bardzo łagodny dla skóry, pielęgnuje ją, nie podrażnia, zapobiega swędzeniu, pieczeniu i można go stosować nawet tuż po depilacji. Jest tez bardzo skuteczny w ochronie przed potem- przez wiele godzin skutecznie zapobiega poceniu, plamom i przykremu zapachowi , zapewniając poczucie czystości i świeżości. Ja jest bardzo zadowolona i szczerze polecam :)
oraz 100 ulotek ze zniżką -40 % na wszystkie produkty Sanex do drogerii Rossmann w dniach 21.05-09.06.2016 r.
A Wy, używałyście już produktów Sanex? Jakie są Wasze wrażenia na ich temat ?


wtorek, 12 kwietnia 2016

Magiczne perełki Perlux

Witam serdecznie .Ostatnio zostałam Ekspertką Perlux w akcji organizowanej na fb Z miłości do czystości .

Zawartość paczki była imponująca- opakowanie pereł Perlux White dla mnie oraz 10 saszetek z dwiema kapsułkami w każdej, do rozdania dla znajomych Dodatkowo otrzymałam jeszcze saszetkę płynu do płukania Perlux Lovely Moment:
Przyjrzyjmy się bliżej tym kapsułkom :
Opakowanie zawiera 24 perły piorące Perlux White.
Opis producenta: Perlux Super Compact to innowacyjne, super skoncentrowane perły piorące. Połączenie najlepszych cech proszku i żelu w technologii hybrydowej to gwar nacja skuteczności i wygodny.
Skuteczny-siła proszku i szybkość żelu
Inteligentne opakowanie- rozpuszczalna w wodzie folia wspomaga proces prania.
Oszczędny- jedna mała perła piorąca zawiera proszek z systemem odplamiania, żel i odkamieniacz
Bezpieczny-brak bezpośredniego konatku z detergentem
Łatwy w dozowaniu-perła piorąca gotowa do użycia.

Byłam bardzo zaskoczona wyglądem kapsułki, do tej pory stosowałam tylko żelowe a tutaj perełka jest dwukomorowa i zawiera w sobie i proszek i żel.
Opakowanie jest bardzo solidne, z zamknięciem na zatrzask. Zajmuje niewiele miejsca w łazience.  Zaraz po otwarciu wyczuwa się bardzo ładny, intensywny i świeży zapach. Perła jest bardzo wygodna w użyciu, wrzucamy ja do bębna, wrzucamy ubrania, włączymy pralkę i gotowe. Nie musimy już odmierzać proszku/ żelu i mamy pewność, że nasza łazienka pozostanie czysta, bez obaw o rozlany żel czy rozsypany proszek. W zupełności wystarcza jedna perełka by uzyskać czyste pranie. Perełka ta świetnie radzi sobie z plamami i jest o wiele bardziej skuteczna niż kapsułki żelowe dotychczas przeze mnie stosowane. A wszystko to bez dodatkowego użycia odplamiacza. Ubrania są miękkie, lśniące, świeże i idealnie czyste. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona tymi perłami wiem, że zostaną ze mną na stałe .
Chciałabym wspomnieć jeszcze kilka słów o płynie do płukania Perlux Lovely Moment. Jestem pod jego wielkim wrażeniem. Jest niedrogi, a jakościowo nie odbiega w ogóle od tych z wyższej półki. Zapach ma przepiękny, jakby perfumowany. Pachnie nim całe mieszkanie i co najważniejsze zapach ten przez długi czas utrzymuje się na ubraniach. Nie wietrzeje zaraz po tym, jak ubrania wyschną.  Jest genialny i serdecznie polecam. Płyn razem z perełkami to duet idealny, który sprawdzi się w każdej łazience :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Smutny post

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Długo mnie tu nie było, pewnie niektórzy zdążyli już o mnie zapomnieć. Dziś napiszę długi post, mam nadzieję, że choć garstka z Was go przeczyta, aby uchronić się przed tym, co ja przeszłam. Z tą myślą zmobilizowałam się, aby Wam go napisać, z myślą o ludziach, którzy tak, jak ja,  bardzo kochają swoje pieski. Ja swojemu już nie pomogę, ale może uda mi się pomóc Wam i Waszym kochanym pupilom. Dziś mija dokładnie miesiąc, jak mój Kochany Reksio odszedł za Tęczowy Most. Może jeszcze byłby z nami, gdyby nie lekceważenie i błędy weterynarzy. Może gdybym ja wcześniej zmieniła lecznicę, to wszystko by się nie stało.....




Na początku roku pojawił się objaw, który zlekceważyliśmy, bo nie sądziliśmy, że może on świadczyć o  ciężkiej chorobie. A mianowicie WZMOŻONE PRAGNIENIE i sikanie przez długi czas w jednym miejscu. Sądziliśmy, że więcej pije, bo w sezonie grzewczym jest mu bardziej gorąco, a sika w jednym miejscu, ze względu już na swój wiek- 15 lat. Kolejnym objawem było CZĘSTE ODCHRZĄKIWANIE. Weterynarze również zwalili to na Jego wiek.  A to był objaw początków niewydolności serca. Coraz częściej też miał tendencję do BIEGUNEK, ZAPARĆ i WYMIOTÓW ŻÓŁCIĄ. To oczywiście też było przez weterynarzy powiązane ze starością, bo już trawienie nie takie. Czasami zdarzał mu się też SZTYWNY CHÓD, tak jakby sztywniał mu cały tył.W połowie kwietnia miał momenty, kiedy stawał się SMUTNY i ZAMYŚLONY. Myśleliśmy, że to też spowodowane jest jego wiekiem.  MĘCZYŁ się na spacerach, a nasza dotychczasowa trasa była dla niego za długa. Zrobił się WYBREDNY w jedzeniu, choć zawsze był żarłoczkiem. Weterynarze orzekli, że jest to spowodowane zmianami reumatycznymi i przez tydzień przyjmował RIMADYL. Przed tą trucizną przestrzegam Was mocno! A dlaczego, dowiecie się dalej.  Pierwszego dnia podawania leku strasznie spinał brzuszek, widać, że go bardzo bolał. Weterynarz stwierdził, że to skutek tabletki na robaki, którą tego dnia też dostał.  Już następnego dnia kuracji piesek odżył, apetyt mu wrócił, biegał i bawił się, jak szczeniak. Myśleliśmy, że już wszystko będzie dobrze..... Niestety dzień po zakończeniu kuracji rimadylem, w nocy, wysiadły tylne łapki. Ale rano było już wszystko w porządku, tylko znów pojawiła się wybredność w jedzeniu. Następnego dnia (środa) rano znów pojechaliśmy na lecznicę. Weterynarz zalecił podawanie riamdylu przez kolejny tydzień, bo poprzednia kuracja trwała zbyt krótko. Niestety,  w ciągu dnia Reksio PRZESTAŁ JEŚĆ..Czwartek- znów wizyta na lecznicy- stwierdzili, że brak apetytu spowodowany jest infekcją przewodu pokarmowego, dostał kolejne leki i zastrzyki. Miało pomóc. Kolejny dzień- piątek- piesek nadal nie je. Jedziemy znów na lecznicę. Weterynarze zdziwieni, "jak to, nadal nie je?" . Po ogólnych oględzinach stwierdzili, że ma "nerkowy zapach z pyszczka", trzeba zrobić koniecznie badania krwi, ale to dopiero(!!!!) w poniedziałek, bo w weekend prywatne laboratorium jest nieczynne. Następnego dnia kazali pokazać się z pieskiem. W nocy Reksio dużo pił, ale wysikał tylko kilka kropel- obawiałam się najgorszego, że wysiadły nerki. Z samego rana jedziemy od razu na lecznicę. Kiedy powiedziałam, że praktycznie  nie sika, to dali mu zastrzyku moczopędny, "bo to nie ma co, ale z badaniem krwi czekamy do poniedziałku. Usg nie ma sensu robić, bo nic nie wykaże". Ale dzięki znajomościom taty, udało nam się jeszcze tego samego dnia zrobić badania krwi. Ubłagał przyszpitalne laboratorium. Po 4 godzinach miałam wyniki, dzwonię na lecznicę- mocznik przekroczony 7-krotnie, kreatynina- przekroczona o tyle samo. Diagnoza- PRZEWLEKŁA NIEWYDOLNOŚĆ NEREK, MOCZNICA. Niestety," nie mogą nam pomóc, bo lecznica już nieczynna, proszę przyjechać jutro o 10 rano,może coś się jeszcze uda zrobić". I przyznali się, że Rimadyl nasilił i przyspieszył chorobę, bo bardzo negatywnie działa na nerki. I tu moje pytanie, jak mogli podać lek o tak silnych skutkach ubocznych, bez wcześniejszych badań krwi?! Dlaczego nie zostałam o tym wszystkim wcześniej poinformowana, nigdy nie zgodziłabym się na podanie tego leku! Kochani, nie dawajcie swojemu psu Rimadylu, jeśli nie będziecie mieli zrobionych badań i jeśli nie będziecie pewni, że pies może go przyjmować. Kolejna rzecz- jak weterynarz, którego misją jest nieść pomoc zwierzętom, mógł zostawić psa w tak ciężkim stanie bez jakiejkolwiek pomocy na prawie dobę? To jest karygodne! Z tej lecznicy korzystałam 15 lat- nigdy się nie zawiodłam, aż do teraz. Przez całą noc stan pogarszał się, piesek popiskiwał z bólu.  Dopiero w niedzielę rano dostaliśmy namiar na inną lecznicę. Od razu tam pojechaliśmy. Pani przejrzała wyniki badań i od razu podała kroplówki i środki moczopędne, które miały wypłukać mocznik i kreatyninę, pod warunkiem, że piesek zacznie sikać. Bez wahania stwierdziła, że gdyby piesek dostał kroplówki w piątek, kiedy jeszcze nerki pracowały, ale już wyczuwalny był mocznik z pyszczka, to nerki nie stanęłyby i piesek nie byłby w tak ciężkim stanie.  Kroplówki dostawał rano i wieczorem na lecznicy, w ciągu dnia ja też je podwalam w domu. Całą niedzielę mimo podawania kroplówek, Reksio już nie sikał. Oprócz tego, że nie jadł, przestał też pić. Wieczorem jesteśmy znów na lecznicy. Kolejna porcja kroplówek i stwierdzenie pani weterynarz- "jeśli piesek nie wysika się w nocy, to niestety, trzeba będzie go uśpić". Zapłakani wróciliśmy do domu. Ale w nocy sprawił nam tyle radości- w końcu się wysikał, w poniedziałek rano-kolejny raz. Jedziemy na kolejną wizytę- jest nadzieja, nerki ruszyły, piesek walczy. Pełni wiary wracamy do domu, karmimy pieska strzykawką, podajemy wodę i kroplówki. Niestety, cały dzień znów nie sika. Wieczorem znów jesteśmy na lecznicy- kolejne leki i kroplówki. W nocy znów sika dwa razy, ale zaczyna dziać się coś niepokojącego- kręci się w kółko z obłędem w oczach, przystaje, znów się kręci i tak przez kilka godzin. Rano  jedziemy na lecznicę weterynarz nie daje nam już dużych nadziei, ale kontynuuje leczenie. W ciągu dnia znów dwa razy się wysikał, nawet zareagował, jak przyjechała moja siostra, choć ogonkiem nie miał już siły machać.Pojawiła się iskierka nadziei. Pod wieczór zaczął słabnąć, wysiadały tylne łapki. Jedziemy na lecznicę, dostaje małą dawkę leków na stawy i kolejne kroplówki. W nocy nie może już chodzić, wynosimy go na dwór, pęcherz jest pełny, ale ze względu na to, że nie mógł stanąć na tylnych łapakach wolał trzymać, niż się wysikać. Mimo, że przytrzymywałam mu tył, nie chciał zrobić nawet jednego kroku. Zaczął drzeć. Dogrzewaliśmy go kocami i termoforem. Rano znów pojawiła się nadzieja, udało mu się stanąć na tylnych łapkach i mimo, że chodził, jak pijany, wysikał się. Jedziemy na kolejne dawki leków. Po powrocie- sika praktycznie co pół godziny- wielka radość. Po południu znów wysiadły tylne łapki ,przestał sikać. Wieczorem  jesteśmy na lecznicy- temperatura spada, mocznik atakuje stawy, trzeba pomyśleć o tej ostatecznej decyzji. Dostał ostatnią dawkę leków. Wracamy do domu. Wynoszę Reksia na dwór, przytrzymuję mu tył, ale nie chce zrobić kroku, nie sika. Po kilku godzinach znów jesteśmy na dworze, trzymam go za tylne łapki. Nagle zaczyna iść do przodu, prowadzi mnie przed dom, w swoje ulubione miejsca. W każdym z nich przystaje i przez dłuższą chwilę się zamyśla. Wtedy zrozumiałam, co chciał mi przekazać- żegna się z miejscami, które kochał najbardziej. W nocy wymiotuje kałem. We czwartek rano zsikał się pod siebie, potem jeszcze raz na dworze, ostatkiem sił. Wiedziałam, że jest to nasz ostatni dzień razem , ostatnie nasze chwile. Gdy mąż wrócił z pracy, jedziemy na lecznicę. Temperatura nadal spada, wątroba się powiększyła, pojawiła się silna anemia, niewydolność serca i woda w brzuszku- woda ma kolor brunatny. Długo rozmawiam z  panią weterynarz " Piesek dzielnie walczył, walczył nie dla siebie, ale dla pani. W ten sposób chciał się z panią pożegnać i dać pani czas, aby mogła pani dojrzeć do tej decyzji". Wiedziałam, że już nie ma sensu dłużej go męczyć i skazywać na cierpienia. Wiedziałam, że nie mogę kierować się własnym egoizmem i na siłę przedłużać mu życia. Przez 15 lat darzył mnie bezinteresowną, wierną, oddaną miłością, więc nie zasłużył na śmierć w męczarniach. I mimo, że była to najtrudniejsza decyzja w moim życiu, pozwoliłam mu godnie odejść, cytując panią weterynarz " to właściwa decyzja w odpowiednim czasie". Cierpię nadal, nie ma dnia, abym nie płakała, pustka, która pozostała jest nie do zniesienia. Ale wiem też , że już go nie boli, już nie cierpi. 28 maja mój Kochany Reksio odszedł za Tęczowy Most i mam nadzieje, że jest tam szczęśliwy, choć już beze mnie. Poniżej wrzucam zdjęcie, Jego ostatnie, 3 godziny przed uśpieniem:

Kochani, weźcie proszę do serca moje słowa. Przewlekła choroba nerek rozwija się długo i podstępnie, nie dając początkowo charakterystycznych objawów. Typowe objawy pojawiają się dopiero wtedy, gdy zniszczone jest ponad 75 % nerek, czyli w krańcowym stadium. Obserwujcie swoje pieski, nawet te niepozorne objawy, mogą świadczyć o ciężkiej chorobie. Jeśli macie psiaki powyżej 7 roku życia, raz w roku róbcie badania krwi, nawet, jeśli weterynarz mówi, że nie ma takiej potrzeby. Chrońcie pieski przed kleszczami, ponieważ powikłania po odkleszczowej chorobie powodują także niewydolność nerek. Pytajcie o leki, jakie są podawane i o ich skutki uboczne. Nie gódźcie się na podawanie silnych leków bez wcześniejszych badań krwi. Ci poprzedni weterynarze popełnili karygodne błędy. Zamiast zlecić badania krwi, woleli  iść na łatwiznę, wszystkie objawy zwalić na starość i leczyć go na chybił- trafił. Faszerowali go silnymi, zbędnymi lekami, doprowadzili go tak tragicznego stanu, że pani weterynarz już nie mogła nic poradzić, bo zmiany były nieodwracalne. Narazili go na cierpienia, kiedy na dobę zostawili go bez jakichkolwiek leków i pomocy. To głównie przez nich straciłam swojego przyjaciela.  Ale ja też nie jestem bez winy- gdybym upierała się na badania, gdym wcześniej wiedziała o tej pani weterynarz to może nasz Kochany Reksio nadal byłby z nami. Wyciągnijcie wnioski z moich błędów. Ja swojemu pieskowi pomóc już nie mogę, ale może pomogę Waszym...
Dziękuję Wam za poświęcony czas.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Kocyk łuska krokodyla i kontynuacja kampanii Adidas ze Streetcom

Witajcie kochani. Bardzo Was przepraszam, że znów tyle mnie nie było. Ale oprócz braku czasu z powodu świątecznych przygotowań, to po raz drugi wysiadł mi komputer. Znów płyta główna : / Ech.... Jestem wściekła. Obecnie mam komputer zastępczy, straszny złom, który chodzi wolniej niż ślimak i zawiesza się okropnie. Ale może przynajmniej dam radę napisać ten post :(
Jeszcze w listopadzie moja mama poprosiła mnie o wydzierganie kocyka, niedużego, który przykrywałby tylko kolana. Wybór kolorów i wzoru pozostawiła mi. Postanowiłam więc spróbować swoich sił w łusce krokodyla. Moim zdaniem wyszło całkiem nieźle i dzięki łusce kocyk jest cieplutki. Robiło mi się go się szybko i przyjemnie, a sam wzór jest dziecinnie prosty do wykonania. Fakt, po czasie staje się monotonny dla dziergającego :) Miałam troszkę utrudnione zadanie, bo była to włóczka z odzysku, więc momentami zaciągała się, ale jakoś dałam radę :)


I teraz troszkę z innej beczki :) Jak niektórzy pamiętają, brałam udział, jakiś czas, temu w testowaniu antyperspirantów Adidas ze Streetcomu. Niedawno moja aktywność w tej kampanii została doceniona i znalazłam się w wąskim gronie 30 najbardziej aktywnych osób, które będą brały udział w dalszej części testowania Adidas. Bardzo się ucieszyłam i czuję się naprawdę zaszczycona: ) Oto co dostałyśmy w kolejnej paczce :
Prawda, że zawartość jest imponująca? :) Antyperspiranty rozeszły się w mig, wśród moich znajomych, które zadeklarowały chęć testowania razem ze mną. Poprzednio testowałam wariant 6w1 teraz zdecydowałam się na testowanie wersji soften:
I co mogę o nim powiedzieć? A mianowicie to, że jestem z niego tak samo zadowolona, jak z 6w1. Oba mają praktycznie takie samo działanie, spisują się świetnie. Bardzo podoba mi się opakowanie- kulka skierowana do dołu zapewnia zużycie produktu do ostatniej kropelki. Plusem jest również to, że kulka nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu.
Soften, podobnie jak 6w1 jest bezbarwny, ma lekką konsystencję, która nie jest tłusta. Zapach bardzo ładny, subtelny, kremowy. Mi osobiście przypomina trochę klasyczne zapachy Nivea i Dove. Bez dwóch zdań soften jest zapachem subtelniejszym i delikatniejszym niż 6w1, ale oba są świeże i bardzo mi się podobają :) Oba  utrzymują się długo na skórze.
  Podobnie jak 6 w 1, ta również potrzebuje chwilkę na wchłoniecie się. Żadna z nich nie pozostawia śladów i plam na ubraniach, czy to białych, kolorowych czy czarnych.
Jeśli chodzi o ochronę przed potem, Soften spisuje się równie dobrze, jak jej koleżanka 6w1 . Nie pocę się i nie czuję zapachu potu przez wiele godzin, nawet podczas wzmożonego wysiłku fizycznego..
Obie kulki są delikatne i łagodne dla skóry, nie wysuszają jej i nie podrażniają. Mogę je stosować nawet zaraz po depilacji.
Wydajność, cenę i dostępność również oceniam na duży plus.
Jestem ciekawa Waszych opinii i doświadczeń z tymi antyperspirantami. Śmiało, podzielcie się swoim zdaniem :)

Pozdrawiam Was serdecznie :) 

środa, 10 grudnia 2014

Szydełkowa serweta i jeszcze o usłudze Envelo

Witam Was bardzo serdecznie. Dzisiaj chcę Wam pokazać serwetkę, jaką wykonałam już jakiś czas temu, ale kompletnie o  niej zapomniałam. Wzór pochodzi z "Sabriny", nie pamiętam jednak jaki to był numer. Serwetka nie jest duża, ma jakieś m25 cm średnicy, ale ładnie prezentuje się na komodzie.




I chciałam jeszcze raz opowiedzieć Wam o usłudze Envelo. Z tej usługi mogłam skorzystać dzięki udziałowi w kampanii Streetcom. W ramach tej kampanii mogłam wysłać jedną darmową kartkę do wybranej osoby. Wysłałam więc do siostry i skorzystałam  z gotowego szablonu, głównie dlatego, że po awarii komputera usunięte zostały wszystkie zdjęcia, z których planowałam zrobić karteczkę. Rozwiązanie jest na tyle wygodne, że usługa Envelo zapewnia nie tylko zaprojektowanie/ wybranie kartki z gotowego szablonu, ale również wysyłają ją za nas do adresata Pocztą Polską. My musimy tylko pokryć koszt kartki i znaczka. Omijają nas więc kolejki na Poczcie:) Kartką, którą wysłałam do siostry prezentuje się tak:
 I tył:







Wrażenia: Siostra gdy wyjęła tą kartkę ze skrzynki początkowo myślała, że to jakieś pismo z banku, bo faktycznie koperta przypomina taką, w jakiej przychodzą do nas pisma urzędowe :) Sama kartka jest bardzo ładna, jest w wiekszym formacie niż zwykła pocztówka, ładnie błyszczy, grafika jest wyraźna. Obie z siostrą doszłyśmy jednak do wniosku, że kartka mogłaby być sztywniejsza. Jest zbyt miękka i gibka. W efekcie siostra otrzymała ją z lekko zagiętym jednym rogiem.  Sam tył kartki trochę mniej już nas zachwycił, prezentuje się zbyt oficjalnie.
Posumowując, koncepcja takiej usługi jest świetna. Jesli Envelo uwzględni uwagi ambasadorów i poprawi kilka drobiazgów, to będzie to usługa idealna.
A Wam jak się podoba kartka i sama idea takiej usługi, jaką proponuje Envelo ? jestem ciekawa Waszych opinii:)


niedziela, 30 listopada 2014

Testowanie Envelo i Ballantines Brasil zeStreetcomem

Witajcie Kochani, wracam do Was po poważnej awarii komputera. Miał być dziś szydełkowy post,ale ze względu na opóźnienie w publikacji postów spowodowane awarią, to opowiem Wam o dwóch kolejnych kampaniach, w jakich mam możliwość uczestniczyć . Są to kampanie Streetcomu.

Pierwsza z nich to kampania ENVELO.
 Pojawiła się już reklama tej usługi w telewizji,ale jeśli ktoś jeszcze nie słyszał to postaram się po krótce przybliżyć, o co tutaj chodzi. Envelo to strona dzięki której możemy samodzielnie wysłać niebanalne kartki okolicznościowe do naszych bliskich i znajomych. Tworzymy kartki samodzielnie-  z gotowych szablonów, dostępnych  na stronie, albo wykorzystując własne zdjęcia, tworząc z nich dowolne kompozycje,kolaże, itd. Wybieramy oczywiście także wielkość kartki i rodzaj( otwierana bądź w formie pocztówki). Gdy mamy już gotowy projekt kartki, należy wpisać życzenia, adres odbiorcy, wybrać formę wysyłki Pocztą Polską i oczywiście uiścić opłatę. Po kilku dniach nasza kartka dotrze do adresata :) Poruszanie się po stronie nie sprawia żadnego problemu, więc z jej obsługą każdy sobie poradzi- strona jest przejrzysta i niechaotyczna. Ja już swoją kartkę zamówiłam i nie mogę się doczekać aż dotrze do adresatki :)
Bardzo się cieszę, że mam możliwość  uczestniczenia w tej kampanii. Dzięki tej stronie można wysłać naprawdę oryginalną i niebanalną kartkę do bliskiej osoby. Ceny takich kartek również nie są wygórowane, więc moim zdaniem jest to usługa na każdą kieszeń.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc jeśli ktoś szuka inspiracji i chce podarować bliskiej osobie niepowtarzalną kartkę to zapraszam na stronę Envelo tu http://www.envelo.pl/o-envelo-kim-jestesmy.html

Druga z kampanii to BALLANTINES BRASIL

Do tej kampanii dostałam się miesiąc temu, a paczuszka dotarła do mnie dzień przed moimi 30-stymi urodzinami. Fajny prezent nie ? ;) W paczce ambasadorskiej znalazła się butelka Ballentines Brasil 0,7 l oraz ulotki i kupony zniżkowe dla znajomych.


Co to jest Ballantines Brasil?  to napój spirytusowy stworzony z whisky pochodzącej ze Szkocji, z selektywnie wybranych beczek macerowanych suszonką skórką limonki. Prezentujemy Wam napój wypełniony smakiem cytrusów, tworzącym, nowy, pyszny i pasjonujący alkohol inspirowany brazylijskim sposobem picia drinków z limonką.
Cena- około 85 zł za 0,7 l
Moja opinia- Za smakiem tradycyjnej Whisky nie przepadam, ale ta jest świetna. Smakuje mi nie tylko w formie drinków, ale również w czystej postaci. Jej smak jest niepowtarzalny- łagodny, z wyraźną nutką limonki i lekko goryczkowym posmakiem. Powiem Wam, że tak ciekawego w smaku alkoholu jeszcze nie piłam. Nadaje się do różnego rodzaju drinków i można z nią spokojnie eksperymentować, świetnie komponuje się z różnymi składnikami- colą, cytryną, limonką, grantem, sokiem z malin, tonikiem, co kto sobie wymyśli :) I co najważniejsze, na drugi dzień nie boli po niej głowa ;) Myślę, że ta whisky z pewnością przypadnie do gustu osobom, które, tak jak ja, nie przepadają za smakiem tradycyjnej whisky, ale również takim, które poszukują nowych doznań smakowych. Myślę, że sprosta najbardziej nawet wybrednym smakoszom. Polecam, bo naprawdę warto! :)
Jestem ciekawa Waszych opinii. Korzystał już ktoś z Was z usług Envelo?
A może próbowaliście Ballantines Brasil?
Zapraszam do dzielenia się  swoimi wrażeniami:)
Pozdrawiam bardzo serdecznie .

środa, 19 listopada 2014

Nowość od Green Pharmacy


Witam wszystkich serdecznie:) Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Znalazłam w końcu fajny wzór na szalik, czekam tylko na dostawę włóczki i zabieram się do dzieła.
A dziś chciałabym Wam przedstawić nowość od Green Pharmacy, która miałam możliwość przetestować dzięki członkostwu w Klubie Elfa Pharm.  Uwielbiam polskie kosmetyki, a w Green Pharmacy zakochałam się już wiele miesięcy temu. Najwięcej kosmetyków właśnie tej firmy gości w mojej łazience.  Firma ta prężnie się rozwija i co chwilę wprowadza na rynek nowe kosmetyki. Ostatnio pojawiła się seria balsamów do ciała. Poniżej chciałabym Wam przedstawić balsam, który testowałam

BALSAM DO CIAŁA Z OWSEM I RUMIANKIEM LEKARSKIM


Opis producenta: Aromatyczna przyjemność i pielęgnacja lekką, nietłustą emulsją, która długotrwale nawilża, łagodzi i wygładza. Odnowa warstwy lipidowej przywraca piękno skórze wymagającej natłuszczenia i ochrony. Ulga dla wszystkich typów skóry, zwłaszcza dla suchej, skłonnej do podrażnień i złuszczeń, pozbawionej miękkości i elastyczności. Wchłania się szybko, delikatnie otula zmysłowym zapachem. Przywraca równowagę i komfort. Ekstrakty z rumianku o owsa działają łagodząco, koja podrażnienia i pobudzają procesy regeneracji. Witamina E poprawia kondycję skóry i wraz z kwasem hialuronowym i panteonem daje siłę nawilżania.
Cena: około 12- 13 zł za 500 ml

Moja opinia: 
1. Opakowanie: Balsam jest zamknięty w ciemnobrązowej, plastikowej butelce. Mimo, że butelka ma ciemny kolor, to bardzo dokładnie widać, ile kosmetyku już zużyliśmy.  Etykieta z bardzo ładną, nieprzeładowaną nadmiarem informacji grafiką, charakterystyczną dla kosmetyków GP. Etykietka pod wpływem wilgoci nie odkleja się, nie "bąbluje", nie marszczy się- pozostaje w idealnym stanie przez cały okres użytkowania balsamu. Butelka jest zwieńczona pompką, która bardzo ułatwia dozowanie odpowiedniej ilości produktu. Pompeczka umożliwia nam ponowne zamknięcie kosmetyku, dzięki temu  spokojnie można zabrać balsam np. w podróż. Niezwykle pozytywnie zaskoczyło mnie to, że w miarę ubywania balsamu, na ściankach butelki nie pozostają żadne jego pozostałości, więc można go zużyć do ostatniej kropelki !

2. Zapach: Szczerze przyznam, że ten zapach to kompletnie nie moja bajka. Jest dla mnie zbyt mdły. A to za sprawą dominującego aromatu rumianku. Osobiście nie przepadam ani za smakiem ani za zapachem rumianku. Aczkolwiek nie jest to zapach męczący i można się do niego przyzwyczaić. Zapach ten stopniowo wietrzeje ze skóry i po jakiś dwóch godzinach nie jest już wyczuwalny.
3.Konsystencja: Balsam posiada biały kolor. Konsystencja jest gęsta- ruszając butelką we wszystkie strony balsam pozostaje na swoim miejscu i nie przesuwa się nawet na milimetr :) W trakcie rozprowadzania balsamu na skórze przybiera on konsystencję mleczka do ciała- leciutko sunie po ciele i nie trzeba wkładać dużo wysiłku ,aby wmasować go w skórę.
4. Działanie: Oceniam na 6 +. Posiadam skórę z tendencją do przesuszania się. Balsam wchłania się w skórę błyskawicznie! Zaraz po aplikacji, bez obaw można się ubrać :) Bardzo dobrze nawilża, nie pozostawia na skórze tłustej i lepkiej warstwy a uczucie gładkiej i miękkiej skóry. Efekt nawilżenia spokojnie utrzymuje się u mnie do następnego prysznica. I to prawda, co pisze producent- koi podrażnienia. Ostatnio miałam nieprzyjemną przygodę z żelem do golenia, który podrażnił mnie okropnie. Na ciele pojawił się milion czerwonych i bolących krostek. Balsam wpłynął na nie kojąco- zmniejszył uczucie pieczenia oraz przyśpieszył ich gojenie. 
5. Wydajność: Balsam jest bardzo wydajny. Niewielką jego ilością możemy pokryć sporą partię ciała. Używam go już od miesiąca, codziennie, i zużyłam  pół opakowania.
6.Dostępność: nie ma problemu z dostępnością tych balsamów. Znaleźć je możemy w Rossmannie, Naturze, Hebe, ale pewnie też i w małych drogeryjkach kosmetycznych.Zapewne też można je dostać w sklepach zielarskich i w aptekach.
7. Podsumowując: Jestem z twego balsamu bardzo, ale to bardzo zadowolona i niedługo sięgnę po kolejny, ale już w innej wersji zapachowej ;) A dostępne są jeszcze następujące wersje:
-róża piżmowa i imbir
-aloes i mleko ryżowe
-nagietek i zielona herbata
-oliwka i olejek arganowy

A Wy? Stosowałyście już te balsamy lub inne kosmetyki tej firmy? Jestem ciekawa Waszych opinii :)
Pozdrawiam i życzę miłego dzionka :)

piątek, 14 listopada 2014

Czapka na szydełku

Witajcie kochani, u mnie nadal brak czasu, brak czasu i jeszcze raz brak czasu. Dziękuję tym, którzy nadal ze mną są i chcą tu jeszcze zaglądać :)
Dziś chciałam Wam pokazać czapkę, którą wydziergałam sobie na szydełku. Kombinowałam z rożnymi wzorami, ściegami, ale ostateczny efekt nie zadowalał mnie. Albo źle się w niej  czułam albo źle wyglądałam. Wypukłe wzory sprawiały, że moja głowa wyglądała jak baniak :D W końcu stwierdziłam, że najbardziej pasuje mi czapka wykonana najprościej- samymi słupkami, bez żadnych wypukłych wzorów.  No i jest, w końcu- czapka wykonana samymi słupkami, włóczka beżowa MyBoshi i szydełko nr 6. Żeby był ciekawsza dorobiłam do niej kwiatka, złotą włóczką Yarn Art z połyskliwą nitką. Do kwiatka użyłam szydełka nr 3.
Niestety zdjęcia musiałam robić z lampą, więc kwiatek wyszedł na nich żółty a nie złoty : /

Dorobić muszę jeszcze szalik, ale póki co nie znalazłam żadnego fajnego wzoru. Może ktoś z Was ma jakiś ciekawy wzór na ciepły szalik? Będę bardzo wdzięczna za inspirację:)
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę miłego weekendu:)